Akademia Pana Kleksa w Gnieźnie

Mam sentyment do Pana Kleksa. No takie sentymentalne ze mnie stworzenie, że jak już coś raz u mnie „zaskoczy” to tak zostaje na forever and ever. Tak też z tym Panem, co piegi rozdaje było. Czasem czuję się jak jego podopieczna, bo i piegów na nosie mam całkiem sporo, i lubię sobie pośpiewać pod nosem Kaczkę Dziwaczkę a w domu jest jak w wierszu „dzik jest dziki” z tymże u mnie dziki są dwa. Lektur nie czyta się fajnie – bo trzeba. Ale jak się już książkę do ręki bierze z własnej woli – po latach , bo wcześniej się ściemniało, że książka odbębniona a tymczasem robotę zrobiło streszczenie – to można popłynąć. Popłynęłam. I nie mogłam sobie odmówić poznania Pana Kleksa! Udało się 😉


Jak jest okazja, to trzeba korzystać

Dawno już widziałam zapowiedzi, ale nie wczytywałam się szczególnie w treść” zaproszenia” . Wiedziałam, że jakaś tam gra świateł ma być. I że to bardziej przedstawienie „interaktywne” bo aktorzy mają mieć kontakt bezpośredni z dzieciakami z widowni. Spoko – pomyślałam. W sumie zupełnie inaczej niż w tradycyjnym teatrze – chociaż i tak wolę teatr od kina.
Nie spodziewałam się jednak wielkiego wow. Raczej tradycyjnego wyjścia na scenę i odbębnienia swojej roli ale gdy zgasły światła, i zobaczyliśmy świecące włosy Pana Kleksa już wiedziałam, że to jednak będzie jakieś WOW.
Wprawdzie początek mnie trochę zniesmaczył. Ciemno było, i jakoś tak wszystko mało widoczne. Ale z każdą chwilą świateł było więcej aż wreszcie, wyłoniła się z ciemności całkowita postać Ambrożego. No! Wtedy dopiero zaczęła się zabawa.
Były tańce, i wariactwa. Postaci na scenie coraz więcej. Jedne się pojawiały, inne znikały a Pan Kleks zaskakiwał z każdą chwilą bardziej. I to nie tylko umiejętnościami aktorskimi, czarodziejskimi czy też mocą światła ale też kontaktem z publicznością. Wszystkie, ale to absolutnie wszystkie dzieciaki były zachwycone, chętnie tańczyły kaczuchy i odbijały dwie ogromne piłki. A i na zapytania Ambrożego odpowiadały chórem z wielkim zaangażowaniem.

To zupełnie inne przedstawienie

Takie, którego stałam się częścią. Nie tylko w nim uczestniczyłam – i cała sala dzieciaków i opiekunów- ale tworzyłam je razem z aktorami. Poczułam się jak w bajce. Podobało mi się do tego stopnia, że gdy Kleks oznajmił, że to już koniec, żegnałam go z nieudawanym żalem. Zdarzało mi się na podobnych przedstawieniach odliczać czas do końca. Tym razem chciałam go zatrzymać.

ZA KRÓTKO

To chyba jedyna wada tego widowiska. Bo chce się więcej, i więcej. Każdy choć raz w życiu chciał uczestniczyć w jakiejś bajce. Ja, ze swoimi piegami, które od pewnego czasu naprawdę lubię, czułabym się u Kleksa jak ryba w wodzie. Śpiewając kaczkę dziwaczkę, próbując kolorowych farb o różnych smakach i ucząc się magii. Takiej, którą znają tylko dzieci. Bo ja wciąż jestem dzieckiem. Każdy z nas jest, tylko nie każdy się do tego przyznaje.

Widowisko oceniam na SZÓSTKĘ z wykrzyknikiem i jeżeli jeszcze kiedykolwiek ekipa Kleksowa zawita w nasze strony to będę pierwszą, która kupi bilet. Żeby tylko siedzieć w pierwszym rzędzie. Znów. BO WARTO!

dsc03013

dsc03014

dsc03016

 

dsc03018

dsc03024

dsc03030 dsc03053 dsc03056

dsc03057

dsc03059 dsc03060 dsc03061 dsc03064

dsc03069

dsc03070

dsc03071

dsc03074

dsc03080 dsc03081

dsc03082

dsc03086

dsc03090

dsc03103

dsc03108

dsc03109

dsc03114

dsc03118

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*