,,Harry Potter i Przeklęte Dziecko” – recenzja

Harry Potter to prawdopodobnie jeden z najbardziej uwielbianych czarodziejów od czasów Merlina. Seria o jego przygodach zaczyna się zgodnie z  Hitchcockowską zasadą: ,,na początku trzęsienie ziemi,  a potem napięcie tylko rośnie”. Generacja, która uczyła się na Potterze czytać i zna jego świat od podszewki, jest albo już niedługo będzie pełnoletnia. Emocjonalny rollercoaster, który zaserwowała nam Rowling uzależnia. Seria nie jest pozbawiona błędów, lecz urok i specyficzna atmosfera, która ją przesyca, nie pozwala na odłożenie jej przed poznaniem zakończenia.

,,Państwo Dursleyowie spod numeru czwartego przy Privet Drive mogli z dumą twierdzić, że są całkowicie normalni, chwała Bogu.”

 

Trudno się więc dziwić, że kiedy z Internetu gruchnęły nagłówki ,,Będzie 8 część Harry’ego Pottera!’’, fani dostali prawdziwego szału.

Radość była jednak coraz mniejsza i mniejsza, kiedy wychodziło na jaw, że ,,Harry Potter i Przeklęte Dziecko” to nie tak do końca książka, ale wydany scenariusz sztuki teatralnej. Że to nie do końca 8. część przygód Harry’ego tylko jego syna, że to wcale nie Rowling tę odsłonę napisała i wreszcie, że recenzje wcale nie są tak pochlebne jak czytelnicy by chcieli. Każda kolejna wiadomość sprawiała, że troszkę bardziej bałam się, jaki będzie efekt końcowy, który okazał się, delikatnie mówiąc, kiepski.

Założenie fabuły jest proste:

syn Harry’ego, Albus, wraz z synem Dracona, Scorpiusem, cofają się w czasie za pomocą ukradzionego z Ministerstwa Magii zmieniacza czasu. Przenoszą się do – znanego nam z ,,Czary Ognia” – Turnieju Trójmagicznego. Chłopcy, wraz z pomagającą im Delphi, chcą zapobiec śmierci Cedrika Diggory’ego. Jednocześnie Harry stara się naprawić swoje relacje z synem, który uważa, że nie jest wystarczająco dobry.

Niestety, chłopcy napotykają przeszkody związane z majstrowaniem w czasie. Co tak naprawdę nie powinno dziwić żadnego z czytelników poprzednich części. W ,,Więźniu Azkabanu” Hermiona tłumaczy, dlaczego posługiwanie się zmieniaczami czasu jest przez Ministerstwo bardzo dokładnie kontrolowane:

,,Harry, a co byś pomyślał, gdybyś nagle zobaczył samego siebie wpadającego do chatki Hagrida?- Pomyślałbym, że… że zwariowałem… albo że to jakaś czarna magia… – No właśnie! W ogóle byś nie rozumiał, co się dzieje, mógłbyś zaatakować samego siebie! Profesor McGonagall opowiadała mi o strasznych rzeczach, jakie się wydarzyły, kiedy czarodzieje eksperymentowali z czasem… ”

Zastanawiające jest, dlaczego ani Scorpius, będący prymusem, ani Albus, którego ciotką jest Hermiona, nie przewidzieli trudności, które im się przytrafiły. Szwankuje nie tylko logiczne myślenie bohaterów. Autor, Jack Thorne najwyraźniej kompletnie nie wyczuł charakterów niektórych postaci, i tak na przykład Ron Weasley zachowuje się jak absolutnie niedojrzałe dziecko. Infantylizm bije z każdej jego wypowiedzi, czyniąc samego bohatera koszmarnie denerwującym. Osobiście miałam wrażenie jakby z każdym aktem scenarzysta wyciągał kolejne króliki z kapelusza, tak aby tylko pozwolić chłopcom przeżyć i naprawić kolejny ich błąd.

Wszystko to razem wymieszane sprawiło, że ,,Przeklęte dziecko” czyta się nie jak kolejną część ukochanej sagi, tylko jak bardzo kiepsko przemyślanego i napisanego fanfika.

Możliwe, że jest to w pewnym stopniu skutkiem konwencji – to nie jest książka. To scenariusz. Scenariusz przedstawienia ze świata Pottera wystawianego w Londynie. Stąd również brak opisów oraz specyficzny zapis dialogów, taki jak w klasycznych sztukach szekspirowskich. Nie usprawiedliwia to jednak błędów fabularnych. ,,Harry Potter i Przeklęte Dziecko” zamiast być przyjemnym powrotem do świata dzieciństwa, wydaje się być niestety prostym skokiem na pieniądze – bo fani kupią wszystko. Już niedługo do kin wychodzi kolejna pozycja ze świata czarodziejów – ,,Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, mówiące jednak o zupełnie innych czasach i bohaterach. Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem poziom produkcji będzie wyższy.

 

Źródło zdjęcia okładki

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*