RECENZJA SPEKTAKLU „OJCZYZNA” W REŻYSERII JUSTYNY SOBCZYK 

fot. Piotr Bedliński
fot. Piotr Bedliński http://teatralny.pl/galeria/ojczyzna-rez-justyna-sobczyk-teatr-polski-w-poznaniu,405,0.html
fot. Piotr Bedliński
fot. Piotr Bedliński http://teatralny.pl/galeria/ojczyzna-rez-justyna-sobczyk-teatr-polski-w-poznaniu,405,0.html
fot. Piotr Bedliński
fot. Piotr Bedliński http://teatralny.pl/galeria/ojczyzna-rez-justyna-sobczyk-teatr-polski-w-poznaniu,405,0.html
fot. Piotr Bedliński http://teatralny.pl/galeria/ojczyzna-rez-justyna-sobczyk-teatr-polski-w-poznaniu,405,0.html
fot. Piotr Bedliński http://teatralny.pl/galeria/ojczyzna-rez-justyna-sobczyk-teatr-polski-w-poznaniu,405,0.html

Zacznijmy od początku… Wybija godzina dwunasta. Widzowie czekają przed salą widowiskową na spektakl. Wśród nich, znaczna ilość dzieci. Wychodzą dwie panie i zaczynają rozmowę z małoletnimi. Tu właśnie zaczyna się interakcja z publicznością – to czego w teatrze mi tak bardzo brakuje. Można śmiało powiedzieć, że na zadawane pytania odpowiadają prawidłowo. Przygotowywały ich do pracy „na budowie”. Otwierają się drzwi. Dzieciaki z euforią wbiegają na scenę. I tutaj znowu „akcja” należy do pań. Tłumaczą im zasady zachowania „na budowie”, zadają pytania „na wyobraźnię”. Odpowiedzi oczywiście było zdecydowanie dużo. W pewnym momencie dały polecenie, żeby podpisali na każdej ścianie, swoim imieniem jeden karton. Tak naprawdę to w tym momencie zaczęła się akcja Ojczyzny.

Po podpisaniu tekturowych brył, dzieci zasiadły na widowni. Wtrącę również, że podpisywanie, które niekoniecznie dobrze się kojarzy, traktowały jako zabawę. Powyższa sytuacja miała za zadanie wprowadzenie dzieci w świat Ojczyzny. Mogły poczuć jej przestrzeń, która nie była wcale taka duża. W moim oczekiwaniu, słowo O J C Z Y Z N A znaczy chociażby jakąś cząstkę mnie, coś dla mnie ważnego, coś intymnego. Dzieci – w moim wyobrażeniu – mogły się nią pobawić i tak było przez cały spektakl. Mogło też być tak, że pierwsza akcja miała skupić uwagę dzieci na samym spektaklu, stąd też zabieg polegający właśnie na podpisywaniu kartonów. Sam miałem przyjemność brać w nim udział. I faktycznie, szukanie „swojego” kartonu wzięło górę i nie miałem innego wyboru jak zagłębić się w temat spektaklu i oczyma patrzeć na karton z moim imieniem. To działało po prostu jak magnetyzm i nie było opcji, żeby choć na chwilę spuścić wzrok. Przez minutę nie przeszła mi taka myśl przez głowę, bo wiem, że straciłbym w ten sposób równowagę.

Skoro już mowa o Ojczyźnie, trzeba by zastanowić się nad jej znaczeniem, ponieważ w spektaklu ani razu to słowo nie zostało użyte. Aktorzy przez całą godzinę, a to układają, a to zburzają „kartonowe piramidy”. Jak już wspomniałem, ojczyzna w moim ujęciu jest czymś ważnym dla człowieka. Czymś bezcennym, intymnym, osobistym. I te określenia odniósłbym także do tego spektaklu. Czasami ojczyzna oznaczała współpracę między bohaterami. Było to „coś”, czym mogli się podzielić. Ważnym aspektem w przedstawieniu była relacja między aktorami, słowem i przedmiotem. Tutaj brawa należą się zarówno autorce tekstu, jak i reżyserce. Sobczyk wcale nie rozbudowała „dramatu” Miłobędzkiej. Nie zmieniła także jego koncepcji. Uważam, że w utworze najważniejsze są didaskalia i to w nich dzieje się cała akcja. Połączenie onomatopeicznych (początkowo) zwrotów z ruchem aktora, który jeszcze ma do dyspozycji przedmiot jest bardzo interesujące. Dodaje to kolorytu i dynamiki. Pojedyncze wyrazy zaczynają nabierać sensu. Dodatkowo można odczytać intencję aktorów, który integrują się nie tylko z przedmiotem, ale i między sobą.

Jeżeli chodzi o tzw. dwuadresowość… Sam spektakl w sobie jest skierowany głównie dla dzieci, ale dorosłych się nie wyklucza. Oni także – jak wynikło z moich obserwacji – porywają się w wir początkowej „kartonowej” zabawy. Chociaż nie każdego takie działania pociągają. Wydaje mi się, że spektakl został zrobiony w taki sposób, że u odbiorcy nie patrzy się na wiek. Moim zdaniem każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Na początku przecież również dorośli są zapraszani do zabawy z kartonami. Samo podpisanie kartonu (jak wcześniej wspominałem) jest zabiegiem, który nie pozwala oderwać wzroku. Głównie chyba w tym doświadczeniu zauważam tę dwuadresowość.

Zakończenie? W moim przypadku, jak to zwykle bywa, jest ono jedno. W tle gra muzyka, bohaterowie zadowoleni dzielą się swoim „domem” z innymi. Tutaj dzieci były zachęcane do „pomagania” w śpiewaniu. Można więc powiedzieć, że zakończenie to tzw. happy end.

Z całym szacunkiem dla Teatru Polskiego, ale podsumowując, Ojczyzna na dzień dzisiejszy jest najlepszym spektaklem jaki widziałem w tym poznańskim teatrze. Wszystko ze sobą współgrało, nic nie było zbędne, wszystko zostało wykorzystane. Na dodatek interakcja z publicznością.

 

 

Michał Rachwalski

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*