„PORADY NA ZDRADY” – dobra chwila relaksu

Kolejny babski wieczór upłynął nam w kinie. Po rozczarowaniu poprzednim seansem postawiłyśmy na polską komedię „Porady na zdrady”. Tym razem można było się pośmiać. Nareszcie! Dobry sposób na odstresowanie się po całym tygodniu w biegu.

Nie czytałam wcześniej żadnych recenzji. Nie chciałam się nastawiać z góry. Nowa komedia Ryszarda Zatorskiego, lekka, pełna dziwnych zbiegów okoliczności, dość często wywoływał wybuchy śmiechu na sali. Na pewno wiecie o co chodzi w filmie więc ja nie będę opowiadać szczegółów.

U mnie obsada filmu wywołała pozytywne nastawienie, choć grali aktorzy widoczni w większość ostatnich produkcji. W tym gronie moją faworytką oczywiście jest Anna Dereszowska, grająca bohaterkę FRETKĘ. Kolejny raz (wcześniej w „LAJDIS” jako KORBA) gra kobietę kolorową, zakręconą. Takie jak lubię.!! Magdalena Lamperska, (grająca KALINĘ) to mój ulubiony głos. Tak! Głos.

TEKST, KTÓRY ZAPADA W GŁOWIE:

„Ten facet ma chorobę ortopedyczną – Tak, dupę na boku!”

Żona, która stara się udowodnić niewierność męża (jak dla mnie mdła, jak zawsze Weronika Rosati), pokazuje aplikację w swoim telefonie dzięki, której zawsze zna miejsce pobytu męża….Za to mąż (grany przez Mikołaja Roznerskiego), jak dla mnie, wypadł lepiej niż Grey.

Rola odtwarzana przez Karolaka jak najbardziej mnie powaliła. Pojawiał się na chwilę, ale za to jak? Coach, autor kilku ciekawych broszur, np: „Zdradź ją zanim ona zdradzi ciebie”. Ostatnia scena, w której pojawia się w peruce i krwistej czerwieni od stóp do namiętnych ust, wywołała salwy śmiechu. O to właśnie chodzi w komedii.

Do tego jak zawsze dobra piosenka tytułowa w wykonaniu Ani Dąbrowskiej..

Żeby nie było zbyt kolorowo. Jest klika kwestii, do których można się przyczepić. Tylko ja nie oglądałam tego filmu jako krytyk filmowy. Nie skupiałam się na szczegółach. Fakt, dużo przerysowanych czy przesłodzonych sytuacji.

No ok. Przyczepię się do nadmiaru reklam, np: „Parówki do sałatki? – To nie parówki, to B…”. Może właśnie doczekaliśmy czasów, że wplatanie reklam musi się przewijać. Szkoda tylko, że w PORADACH były one nad wyraz czytelne.

Oczywiście szczerze polecam „Porady na zdrady”. Jeszcze jak wybierzecie się z towarzystwem nadającym na podobnych falach, to uśmiech gwarantowany. My już upatrzyłyśmy wśród półgodzinnych reklam przed filmem nowy tytuł, który chętnie zobaczymy. Nie, nie….teraz nie powiem.

 

 

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*