School of Form na targu towarzyskim. Wybieg, szał i etniczność.

Pocięte ciuchy, szmaty na twarzach, fajna muza.

School of form o co chodzi?

To były moje myśli zaraz po rozpoczęciu pokazu, oglądałem następne kreacje i przez głowę przechodziła mi takie pytania:

„Czy ktoś to ubierze?”

„Czy to jest jakkolwiek wygodne?”

Zaznaczę od razu, że moje pojęcie o modzie ogranicza się do tego co jest ładne, wygodne i użyteczne. Stąd nieumiejętnie i prymitywnie uznałem pokaz za dziwny i bezcelowy.

Przyjemny obrazek witający gości pokazu

Dodam, że mimo iż nie zajmuję się modą, to sztuką ogólnie trochę bardziej. Zacząłem myśleć i zauważyłem- kreacje miały jakiś temat, jakiś, ale zbyt ogólny nie pierwszy rzut oka. Może jakiś performance? Kolejna akcja pro kobieca? (niektóre kreacje przeznaczone dla kobiet przywdziali modele)

Szczęśliwie przyjechałem na pokaz z dziewczyną tylko dlatego, że zaprosił nas przyjaciel, który również pojawił się na wybiegu (zdjęcie nr.1 pod tekstem; Lov ju Michał).  Dzięki jego uprzejmości mogliśmy oboje porozmawiać z dwoma projektantkami.

„Chodziło o to żeby poszaleć”-takie zdanie usłyszałem od jednej ze studentek School of Form.

Drugą ważną przy odbiorze strojów informacją była inspiracja wybraną grupą etniczną.

Z takimi informacjami przeanalizowałem jeszcze raz to co zobaczyłem na wybiegu i stwierdziłem: „Okej, teraz ma to sens”

Z czystym sercem mogę wrócić do faktycznego wydarzenia

POKAZ

Nocny targ towarzyski to zdecydowanie idealne miejsce na tego typu imprezy, samo w sobie miejsce jest wąskie i długie (mówię o wnętrzu), tak jak wybieg. Trasa modeli pozwalała dodatkowo na podziwianie kreacji przez większą liczbę osób. Zakładając, że prosta droga to scena, można powiedzieć i pewnym złamaniu czwartej ściany. Rzeczywiście muzyka dodała wiele. Rytmiczna muzyka powinna działać także na modeli i nadawać równy rytm. Z tym nie zawsze było tak dobrze i gdy któraś osoba poruszała się obojętnie do piosenki, a reszta robiła to równo można było poczuć lekkie wybicie z widowiska. Z baru nie korzystałem, ale był. Chyba smaczny. Na zdjęciach widać też wizualizacje puszczoną na kurtynę i jeszcze ten piękny księżyc. Po głównym wydarzeniu odbyło się after party, ktoś tańczył, ktoś rozmawiał. Nie była to jakaś wielka impreza, raczej okazja do wymiany poglądów i spotkania znajomych. Dziękuję wszystkim, których spotkałem na NTT. I organizatorom za stworzenie całkiem zgrabnej całości. Projektantom życzę jeszcze więcej szaleństwa. KLAPKI GÓRĄ.

Poniżej kilka fot.


 

Fot.Marek Makowski i Jonasz Kopecki

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*