Sanatorium KUJAWIAK w Inowrocławiu. Turnus dla Amazonek

Sanatorium KUJAWIAK w  Inowrocławiu to miejsce gdzie przeszłam ostatnio turnus rehabilitacyjny z ZUS-u. Jak tu jechałam zakładałam z góry, że będzie ciężko i po powrocie napiszę artykuł, pt. „Jak przetrwać zesłanie z ZUS-u?” Tak, właśnie tak do tego podchodziłam. Jak do zesłania, przecież wcale nie chciałam tam jechać!

Sanatorium KUJAWIAK w Inowrocławiu to część Uzdrowiska SOLANKI. Duży, „komunistyczny” budynek nie porwał mnie gdy tam podjechałam. Jedyne co mnie urzekło do początku to Park Solankowy, który sąsiaduje z kompleksem budynków Kujawiaka.

Tak jak już mówiłam, wcale nie chciałam się tu znaleźć. Tym bardziej, że to był przymusowy wyjazd prewencyjny. Ciągle słyszałam, że takie miejsca są nieciekawe, kiepskie jedzenie, warunki mieszkaniowe pozostawiające wiele do życzenia, brud, smród i takie tam. Po przejściu 3 par drzwi dotarłam do recepcji, która wygląda jak hotelowa. Szkoda tylko, że panie tam siedzące mało się uśmiechają i nie są zbyt miłe. Choć trochę je rozumiem po tych trzech tygodniach. Słyszałam z jakimi duperelami potrafią przychodzić do nich kuracjusze. Wymagają zmiany pokoju bo sąsiad chrapie, że nie chcą tv w pokoju bo przyjechali się tu leczyć, a nie leżeć w pokoju. Mnie jakoś nikt nie zmuszał do włączania tv.

Po rejestracji wręczono mi klucz i skierowano do windy. Otrzymałam pokój pod samym niebem. Czwarte piętro w budynku A3 (trzeba pamiętać, w którym budynku się znajdujesz, aby nie zaginąć) jest zawsze miejscówką dla Amazonek. Odetchnęłam głęboko dopiero po przekroczeniu progu pokoju, kiedy odkryłam, że jest dobrze. Może nie VIP-owski standard, ale nie było się do czego przyczepić. Dwa łóżka, telewizor, lodówka, czajnik, naczynia, balkon i łazienka w pokoju.

Po rozpakowaniu zostałam skierowana do pielęgniarek na wstępne badania i zdjęcie zrobione z zaskoczenia. Tak, tu każdy pacjent otrzymuje karty zabiegowe i informujące (w jakich godzinach są posiłki, gdzie i co się znajduje) ze swoim zdjęciem. Przynajmniej wszyscy zainteresowani wiedzą czy ktoś nie wysyła koleżanki na zabieg za siebie.

Pani doktor, która się nami opiekowała okazała się bardzo miłą kobietą. Zaskoczyła mnie ilością zabiegów jaką mi przyznała, 117 zajęć na 18 dni zabiegowych. To praca na pełnym etacie! Kuracjusze z NFZ-u mają raptem 3-4 zabiegi dziennie i wolne pół dnia. My tak dobrze nie miałyśmy.

ZABIEGI

Mogę opowiedzieć o swoich zabiegach, bo tu nie ma jedności i dopasowuje się je w zależności od etapu choroby. Jedyne wspólne zajęcia to psychoedukacja, grupa wsparcia (o tym więcej Wam opowiem przy okazji kolejnego artykułu), grupowa terapia relaksacyjna i edukacja zdrowotna.

Najbardziej ucieszyłam się na basen, myśląc, że sobie popływam. Niestety, nie było łatwo. Makaroniki między nóżki, dyski piankowe w dłoń i 25 minut ostrej orki we wodzie, której efekty można było odczuć już następnego poranka. Gimnastyka na sali też mnie sprowadziła na ziemię. Nie pamiętam kiedy leżałam na macie, robiłam brzuszki, rozciągałam się z kijem, siadałam na piłce, itp. Codziennie coś innego w wesołej atmosferze. Na pocieszenie był hydromasaż w piwnicznym jacuzzi. Kiedy byłam tam sama brakowało mi tylko muzyki i drineczka, bo kolorowe światła były. Do tego codzienni drenaż limfatyczny i nauka automasażu. 

Moje dziewczyny miały jeszcze: ćwiczenia w obciążeniu, masaż klasyczny, nordic walking. Całą bazę zabiegową możecie sobie sprawdzić na stronie ośrodka.

Najlepsze ćwiczenia, na które każda szła z ochotą to BIOFEEDBACK, który pokazywałam na instagramie whatsupa. To projekt w fazie testów, a my miałyśmy jako pierwsze go wypróbować. Kilka dużych monitorów, przed każdym z nim inna platforma. Okrągła, na której trzeba było utrzymywać równowagę. Dwie płaskie, gdzie balansowało się ciałem, przód-tył i na boki. Dalej gra kineckt, dwie platformy obsługiwane ruchem ręki i nasza ulubiona- pracując nogami, jak na siłowni. Można było jeździć ambulansem, zabijać wampirki, myć okna, uciekać przed robotami czy pompować koła. Przy tym naprawdę można było się spocić. Tym bardziej jak idziesz sobie w sobotę na ostatnie zajęcia z myślą, że odpoczniesz, a Pani Ania ustawia ci wskakiwanie na schody na kinekcie. Żeby się po nich wspiąć musisz skakać i podnosić ręce w górę. Dziękuję Pani ANIU!!!

POSIŁKI

Śniadanie 7.30 (najtrudniej było wstać w niedzielę), obiad 12.30 i kolacja 17.30. Na prywatnym instagramie zjechałam trochę posiłki po pierwszej sobotniej kolacji, na którą dostaliśmy dziwną sałatkę z niedogotowanego ryżu i kapusty pekińskiej. Zaraz po kolacji wybrałyśmy się na zakupy w obawie przed głodem.

TERAZ prostuję sprawę. Nie róbcie zapasów! Nie będziecie głodni! Narzekałyśmy bo sobota była bezczynna, a każda z nas nauczona do domowego jedzenia.

Naprawdę nie ma na co narzekać. Chyba, że na pastę z parówki, która pojawiła się dwukrotnie w czasie turnusu. Pamiętajcie więc, że jak tam traficie i dostaniecie na kolacją parówkę, to ją zjeść, albo zabrać ze stołówki, żeby nie robili pasty na drugi dzień. Reszta posiłków była smaczna, dobrze przyprawiona. Pojawiało się sporo warzyw do śniadań, nie brakowało surówek do dwudaniowego obiadu. Co niedzielę do kolacji pojawiało się ciasto MURZYNEK, a w tłusty czwartek do obiadu podano nam pyszne pączki.

DODATKOWE ATRAKCJE

Dziś tylko o atrakcjach jakie zapewniają Solanki. Jak i gdzie spacerować i się integrować opowiem później.

Jeśli masz czas w swoim napiętym grafiku możesz korzystać z wieczorków w sąsiadującej restauracji Dolce Vita (my tam nie dotarłyśmy). W czasie każdego turnusu organizowane są weekendowe wycieczki (płatne 40 zł) do Bydgoszczy, Torunia, Lichenia i Gniezna (następna tura z Kujawiaka przyjedzie do nas 4.03). Można również wybrać się zorganizowaną grupą do Opery Nowej w Bydgoszczy. W sali bursztynowej i kryształowej Medical Spa odbywają się różne prelekcje, koncerty i prezentacje.

PODSUMOWANIE

Naprawdę bałam się tego wyjazdu. Warunków mieszkaniowych, posiłków i ludzi, z którymi będę musiała żyć przez 24 dni. Niepotrzebnie.

Nie było nic, na co mogłabym narzekać. Chyba tylko na to, że nasza grupa była trochę odizolowana od reszty. Czwarte piętro, tylko my (żadnych męskich kuracjuszy), brak koedukacyjnych zajęć. Nie dziwię się, że mówiono o nas sekta.

Coś co jeszcze mnie poruszyło to opieka nad chorymi. Niestety połowa mojej ekipy się pochorowała po bieganiu z bosymi stopami parterem po basenie. Leżały w łóżkach, smarkały, gorączkowały. Moja współlokatorka cały tydzień mi kaszla nad uchem. Pani doktor wizytowała je w pokojach, otrzymywały leki i posiłki do łóżka.
Cała obsługa Kujawiaka jest super. Wybaczam brak uśmiechu paniom z recepcji. Pozdrawiam z tego miejsca wszystkich naszych fizjoterapeutów, panią doktor, panie psycholog, pielęgniarki z oddziału, pana Roberta (wykonawcę naszych koszulek) i oczywiście panie sprzątające.

Jeszcze co do opinii, które czytałam wcześniej.

Chciałabym zobaczyć jaki bałagan mają w domu ludzie, którzy narzekali na bałagan w ośrodku. Sprzątanie pokoi odbywa się co drugi dzień, odkurzanie, mycie podłogi, łazienka, wyniesienie śmieci. Dodatkowo w czasie turnusu jest wymiana pościeli i ręczników. Nikt nie miał problemu wymienić dodatkowo pościel, kiedy smarkające wreszcie wstawały z łóżek.

Nie bójcie się jechać na zesłanie z ZUS-u do Kujawiaka. Na spokojnie zwiedź wszystkie zakamarki, idąc korytarzem uśmiechaj się do ludzi, nie wyzywaj obsługi niepotrzebnie i korzystaj z super rehabilitacji. Następnym razem opowiem sposób na integrację.

 

 

 

 

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

2 komentarzy na temat “Sanatorium KUJAWIAK w Inowrocławiu. Turnus dla Amazonek

  • 25 lutego 2018 - 16:49
    Permalink

    No pięknie proszę pani…nic tylko tam jechać…

    Odpowiedz
  • 27 lutego 2018 - 21:03
    Permalink

    Byłam na tym turnusie i wszystko było jak należy…towarzystwo, zabiegi i jedzenie. Polecam!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*